09.21
No i jesteśmy po pierwszym z dwóch tegorocznych koncertów Blaze w naszym kraju. Bardzo dobrze się bawiłem i z oczywistych powodów nie mogę jeszcze mówić, więc postaram się w zamian coś napisać. Nie będzie to relacja, lecz bardziej informacyjny news z kilkoma wrażeniami, jakie wczoraj udało mi się zanotować w mojej głowie.
W klubie Graffiti pojawiliśmy się na około półtorej godziny przed ‘biletową’ godziną startu imprezy, więc mieliśmy troszkę czasu aby pozwiedzać (bardzo przyjemny z resztą) klub, no ale nie o tym mowa. Przed dwudziestą przed drzwiamy sali koncertowej zrobiło się naprawdę tłoczno, a same drzwi zostały otwarte z około dwudziesto minutowym opóźnieniem. Sala nie jest największych rozmiarów, ale w tym przypadku jest to zaletą i dodało całemu koncertowi niesamowitego uroku i klimatu.
Około wpół do dziewiątej na scenę wyszła istniejąca od 2003 roku Warszawska formacja Exlibris. Bardzo charyzmatyczna grupa, którą widząc po raz pierwszy naprawdę bardzo szybko udało mi się polubić i mam nadzieję, że z tym, jak grają i jakiego mają wokalistę – zajdą daleko. Muzyka jaką grają to klasyczny Hard Rock łączony z Heavy Metalem. Chłopaki zagrali sześć kawałków z naprawdę genialnym zakończeniem – piosenką ‘Long Live Rock’n'Roll‘, która rozgrzała publiczność do maksimum. Drugą i ostatnią atrakcją przed występem samej gwiazdy wieczoru była niemiecka grupa heavy/power metalowa ‘Messenger‘.
Gwóźdź programu – pan Bayley, tradycyjnie przez cały czas przed swoim występem dostępny był dla fanów, nie-fanów – po prostu wszystkich, którzy chcieli z nim porozmawiać o dokonaniach, planach czy przeszłości lub po prostu zrobić sobie fotkę. Zaczniemy od tego, że Blaze grał pierwszy raz w Lublinie i zaznaczał kilka razy, że nie spodziewał się tak ciepłego i serdecznego przyjęcia – bardzo nam miło. Nasze obawy co do jakości muzyków, którzy jak by nie patrzeć są… no właśnie, muzykami a nie członkami zespołu były naprawdę nie potrzebne i chłopaki grali tak, jak pierwszy skład, który szczęśliwcy mogli oglądać w latach 2000-2002. Coś niesamowitego i trochę przykro to pisać, jednak mam wrażenie, że właśnie wczorajszy koncert był najlepiej zagranym koncertem Blaze na jakim byłem, a jeżdżę na nie od paru ładnych lat. Sam Blaze jest aktualnie w bardzo wysokiej formie wokalnej, śpiewał wszystkie utwory (jak zawsze) z całego serca, a takiego zaangażowania publiczności nie widziałem już dawno na żadnym koncercie – to po prostu Blaze, który swoją charyzmą ruszył by kamień do aktywnego udziału w występie. Wspominałem wcześniej o tym, że sala, w której odbył się koncert nie jest ogromna – to naprawdę wielka zaleta takiego koncertu, bo pomimo tego, że osób nie było oszałamiająco dużo, to salka wydawała się być (albo była, ciężko ocenić stojąc pod sceną) zapełniona a koncert nabrał niemalże kameralnego formatu. Nie potrafię subiektywnie ocenić nagłośnienia, ale według mojego odczucia – było po prostu dobrze, choć momentami dźwięk potrafił się zlewać. Setlista ułożona bardzo, ale to bardzo ciekawie i zawierała praktycznie cały przkerój twórczości Blaze wraz z kawałkami napisanymi podczas aktywności Bayleya w Iron Maiden – tych ostatnich mogło by być mniej… albo wcale, no ale nie nam to oceniać. Setlista w formie obrazkowej na górze, a poniżej forma tekstowa, jeśli ktoś lubi czytać:
- The Brave

- Futureal
- Lord Of The Flies
- Ghost In The Machine
- Sillicon Messiah
- Ten Seconds
- Virus
- City Of Bones
- Voices From The Past
- Blood And Belief
- The Launch
- Man On The Edge
- Soundtrack Of My Life
- Kill And Destroy
- Watching The Nigh Sky
- The Clansman – bis
Jeśli macie jakieś uwagi, zdjęcia czy nagrania z koncertu, którymi chcielibyście się pochwalić lub umieścić na stronie – prosimy o kontakt milowy: blazefanspl@gmail.com
Świetny koncert jechałem do Lublina z Rzeszowa i warto było tam byc i podzielam Twoje zdanie najlepszy koncert Blaze na jakiej byłem.
Zapraszam na YouTube konto marabut01 parę nagrań do obejrzenia.
A, zapomniałem napisać: brawa należą się za robienie wiochy idiotom, którzy bez przerwy darli się, żeby Blaze zagrał utwór ‘Samurai’ – schowajcie się do piwnicy i więcej nie wychodźcie…
Co chcesz, dobry utwór ;) Na koncerty właśnie bardzo fajny ;]
Nie mówię, że nie, bo bardzo lubię ten utwór. Chodzi mi o samo zachowanie.
Franky mówił, że jest jakiś plan dania fanom możliwości decydowania, co chcą usłyszeć. A na samym koncercie proszenie o jakiś kawałek jest o tyle słuszne, że czasem zespół zagra nieplanowany kawałek i tym samym zagra dłuższego seta.
Jak byłem na Blind Guardian to ludzie w pewnym momencie zaczęli krzyczeć „Majesty” i choć nie mieli tego utworu w setliście to zagrali i się to krzyczenie zespołowi podobało. Swoją drogą ciekawe co sam Blaze o tym myślał. W ogóle z tego co piszecie to musiał być genialny koncert! ;)
Dzięki wielkie za fajną reckę :) Niestety nie mogłam przyjechać, ehh.. Może za trzecim razem..