2010
06.11

Coat Of Arms Malbork Feast

Ciepły, słoneczny dzień – tak pokrótce można opisać aurę atmosferyczną, jaka panowała 4 czerwca w Malborku. Atmosfera wśród ludzi też była bardzo pozytywna. W związku z późną godziną rozpoczęcia (wejście od 19) większość fanów zebrała się wokół murów zamku Malbork i obserwowała z góry przygotowania do koncertu. Sama scena i cały backstage były usytuowane dość ciasno w fosie i z jednej strony ”przyklejone” do wysokich murów zewnętrznych. Co było w zasadzie drobnym rozczarowaniem, ponieważ spodziewałem się, że występ będzie na terenie zamku. No cóż, wszystko co wydarzyło się później było wolne od wszelkich rozczarowań.

LONT i Turbo

Koncert zaczął się punktualnie występem zespołu LONT, nie znanego mi wcześniej. Ale jak najbardziej dali radę i zaczęli trochę ruszać publiczność. Warto dodać, że miejsca dla ludzi nie było za dużo, co na początku wzbudziło moje obawy, ale potem okazało się, że ludzi na tym festiwalu też nie było za dużo – w sam raz, żeby się dobrze bawić.

Tak czy inaczej LONT dał dał mocny koncert (podczas ich występu siadło raz zasilanie, ale szybko wróciło do normy) i przygotował miejsce pod występ zespołu Turbo. Był to mój pierwszy ich koncert i mogę powiedzieć, że bardzo pozytywnie ich odebrałem. Tak samo jak cała reszta publiczności, która śpiewała kawałki i ogólnie dobrze się bawiła. Kiedy zespół zbierał już swój sprzęt wokalista Tomek Struszczyk odśpiewał z publicznością refren Dorosłych Dzieci – bisy nie były przewidziane, jak na większości festiwali.

Blaze Bayley

Słońce już prawie zaszło za horyzontem, a scena została przygotowana podwystęp zespołu, dla którego tam pojechałem. Warto dodać, że jednym z elementów przygotowania było usunięcie statywu na mikrofon – taki szczegół, ale niesie za sobą ważne konsekwencje. Ponieważ Blaze Bayley to zespół, który się nie opierdala, a Blaze to człowiek, który na scenie jest w swoim żywiole. Wejście zespołu na scenę zostało zaanonsowane epickim intro, które, jak Blaze mi powiedział, nie podoba mu się – intro zostało wybrane przez Larrego Patersona, który odszedł od zespołu kilka tygodni przed koncertem.

Tak czy inaczej zespół się pojawił i zaczął grać Voices From The Past, Blaze wbiegł i zaczął śpiewać, a potem przeskoczył na skrzynię ustawioną bezpośrednio przez barierkami i kontynuował piosenkę na wyciągnięcie ręki ode mnie. Dalej już było tylko lepiej, kiedy niebo nad Malborkiem zaciemniło się całkowicie, a zespół grał kawałek za kawałkiem, tylko parę razy przerywając, aby Blaze mógł powiedzieć coś od siebie – między innymi to, jak dziękuje wszystkim fanom za wsparcie i że bez nich nic nie byłoby możliwe. W jego setliście nie mogło zabraknąć Clansmen, zagrał też Man on the Edge z X-Factor, ale prawda jest taka, że więcej czadu robił grając swoje kawałki.

Trzeba przyznać, że brzmienie Blaze Bayley jest mocniejsze od na przykład Iron Maiden. Jako, że jest to trasa promująca także nowy album, Promise and Terror, zespół zagrał sześć kawałków z tej płyty. Dobrze było usłyszeć je po raz pierwszy na żywo i jak najbardziej sprawdziły się do tej roli. Zastanawiam się jakie w przyszłości wejdą na stałe do repertuaru. Blaze zagrał też kawałek Letting Go Of The World, który jest fragmentem 4-częściowej, bardzo emocjonalnej historii na tym albumie. Liczyłem na to, że zagra wszystkie te cztery kawałki, więc kiedy dwa dni później zapytałem go o to, pokręcił głową i powiedział, że może za rok. Tak czy inaczej zespół wypadł świetnie, a Blaze niesamowicie rozruszał publikę – co jest o tyle istotne, że mimo wszystko większość przyszła tam na Sabaton. Oczywiście hardcorowych fanów Blaze‘a nie zabrakło – po koncercie spotkałem dwóch gości z Czech (!).

Sabaton

Kiedy Blaze Bayley się zwinął, Polish Panzer Battalion szybko przygotował scenę pod występ Sabatonu. Był to bardzo dobry koncert, na który publika czekała. Na Sabatonie ujawnił się pełen potencjał sceny, która strzelała i ziała ogniem, a także zyskała sporo przestrzeni. W każdym razie Sabaton również zagrał kilka kawałków ze swojego nowego albumu i zdecydowanie spotkały się one z pozytywnym przyjęciem przez fanów tego zespołu. Nie zabrakło oczywiście 40:1, o którym wokalista Joakim Brodén wspomniał, że jest pewnie powodem, dla którego zespół znalazł się tego wieczoru w Malborku. Sabaton grał nieco dłużej od Blaze‘a, ale również trzymali się grafiku i nie przedłużali specjalnie, choć publika nie miała by nic przeciwko. Całość poszła więc dość sprawnie, a koncert zakończył się jakiś czas po 1 w nocy.

Później koczowanie na dworcu i pociąg do Warszawy, na powtórkę z rozrywki dwa dni później – Military Camp Festival.

Autor: Kuba ‘Dragon’ Łapot

Zdjęcia: Agnieszka Jędrzejewska, www.rockmetal.pl

Do tej pory 3 comments

Dodaj własny komentarz
  1. bardzo zgrabna recenzja. bujałam sie z chlopakami po tym malborku i pozniej przez chwile, bo bylam w pokoju z blazem, bardzo zgrany zespol. jak bedziesz chcial to napisze Ci o niech duzo wiecej;)

  2. Hmm, a Ciebie zapewne pamiętam, bo ja stałem z nimi pod sceną do około 3, aż sprzęt nosiliśmy, a potem zwiałem na dworzec. A do której się bujaliście :) ?

  3. Nie „Panzer Batalion” a Polish Panzer Battalion :) Blaze’owi tez pomagaliśmy, nawet go nakarmiliśmy :)

    A o to setlista Blaze’a:

    http://img22.imageshack.us/img22/2307/obrazgk.jpg

    Pozdrowienia :)

Spam Protection by WP-SpamFree